Witam
A ja jak byłem w wieku Feresa 95 robiłem łódeczki z kory sosnowej napędzane właśnie silnikami rakietowymi podwieszonymi pod dnem.
Silnik zbudowany był z gilzy myśliwskiej (jeszcze wtedy były papierowe) z wybitą spłonką. Do środka ładowałem mieszankę prochu czarnego spowolnioną klejem kauczukowym ( - nazwa handlowa Skorolep - używany miedzy innymi do przyklejania opon rowerów wyścigowych marki Huragan, lub Faworit: może jeszcze ktoś pamięta

). Mieszankę tę nazywałem Scout.
Tak wykonany silnik nie zawierał kanału - spalał się wolno - typowe spalanie czołowe. Łódź zasuwała po wodzie fantastycznie, pozostawiając za sobą piękny ślad w postaci piany. Czas pracy o ile pamiętam to 12-15 sekund.
Silnik zapalany był nad wodą i pracował w całkowitym zanurzeniu nie gasnąc.