Oto nowa konstrukcja 1 ziarno fi34 dł 50 mm kanał 10 mm dysza 4,5 mm, zapłonnikk wewnątrz silnika.To tak tylko dla sprawdzenia wytrzymałości na ciśnienie, zwłaszcza zatyczki poliamidowej z zapłonnikiem. A czemu poliamidowej? Bo to izolator i wystarczy przewiercić dwa otworki 2,4 mm nagwintować je i wkręcić dwie śrubki M3 żeby mieć piękne połączenie spiralki grzejnej zapłonnika z kabelkami przyłączeniowymi...
I jeszcze jeden silnik 400 gr karmelki, papieros dysza 5 mm, fi silnika 60 mm (Jaskiniowiec, a może coś w tym kalibrze?)
Muszę coś zrobić z tą karmelką, bo się straaaaasznie wolno pali...
A ten wzrost ciągu pod koniec pracy wskazuje, że trzeba bardziej nagrzewać korpus silnika przed napełnieniem go paliwem.No i ta nowa hamownia się troszkę chyba przycina.
Tak, to w środku to hilti, a żeby było ciekawiej, to jest przypalone tylko po wierzchu. Przy alu jest nadal elastyczne jakby nic się nie paliło ...Wygląda na to, że wytrzyma dużo więcej. Denerwujące jest tylko nakładanie a potem czyszczenie tego diabelstwa. Ale usiłuję sprowadzić Hilti CP 611, to jest na akrylu a nie silikonie i da się rozcieńczać wodą do smarowania, no i jest pęczniejące. Powinno być lepsze.Ale to melodia przyszłości. Na dziś wiem,że 601 się jak najbardziej nadaje.
Oczywiście żadnej innej izolacji termicznej nie było. Mam złe doświadczenia z papierem do papierosa. łatwo płomień przedostaje się pod papier i dzieją się różne dziwne rzeczy.
Na dziś technologia jest taka:
Zaczynam rozpuszczać składniki w wodzie postawionej na maszynce elektrycznej i smaruję korpus silnika hilti, zanim zrobię Rcandy, co trwa ok 1 godziny przy 400 gramach, to hilti nieco podeschnie i już się tak łatwo nie ściera ze ścianek. Gdy karmelka jest już prawie sucha i taka kaszkowata, podgrzewam korpus i na chwilę zwiększam temperaturę karmelki aż się ładnie sklei, to widać ile trzeba. I po kawałku taką ciastowatą wkładam do ciepłego korpusu mocno ugniatając. Na koniec dociskam paliwo kawałkiem pręta o kilka mm cieńszego od wnętrza silnika, owiniętego folią żeby się nie przykleił i całość ląduje w tokarce dociśnięta konikiem. W miarę stygnięcia po trochu dokręcam konika, aby utrzymać docisk.
A z tym napełnianiem to jest tak, że jak się pakuje pierwszy kawałek paliwka do zimnego silnika to ono przy ściankach od razu się wychładza i twardnieje. Nie da się go dokładnie docisnąć do korpusu, a właściwie do inchibitora. Przy dalszych porcjach już tego problemu nie ma, bo korpus ogrzewa się od paliwa. Tak ,że tylko sam koniec jest słabo związany z inchbitorem, co zresztą było widać. Z nagrzanym korpusem tego problemu nie będzie.Dodam, że ta karmelka którą robię, jest elastyczna jeszcze w temperaturze przy której kulkę o średnicy 3-4 cm da się lepić w gołych dłoniach.