Projektu ciąg dalszy

.
Z racji małego zamieszania mamy opóźnienie w budowie rakiety dwustopniowej TRSOV-1A i planujemy odpalić ją w Toruniu jakoś w lecie. Póki co korzystamy z tego co mamy dostępne pod ręką. Tak oto miała podczas kwietniowego LRE polecieć rakieta PST-1. Planowany pułap zakładał 2600 metrów z prędkością 316 m/s. Celem lotu miało być przetestowanie nowego GPSu Kuby opartego o Raspberry Pi Zero. Pomimo tego, że same warsztatowe przygotowania rakiety poszły wyjątkowo gładko, problemy zaczęły się na miejscu. Transmiter radiowy nie nadawał danych, przez co cały eksperyment w zasadzie poległ – głównie interesowała nas kwestia zasięgu w terenie, ale ten po nawaleniu transmitera skutecznie spadł do zera

. Mimo wszystko komputer cały czas zdawał się zapisywać dane na kartę pamięci i może coś się uda z tego odczytać.
W zasadzie o samym locie nie ma zbytnio co pisać. Silnik rakiety uległ CATO na wyrzutni. Powstała piękna kula ognia, a potem z nieba zaczął się sypać deszcz odłamków – paliwa, oraz części rakiety. Całe szczęście nikt nie oberwał i nic się nikomu nie stało. Było to pierwsze CATO mojego silnika, które na szczęście zwróciło mi uwagę na to, jak ważną rzeczą jest masa zapłonowa. Przyczyną niepowodzenia była właśnie zbyt duża powierzchnia spalania masy zapłonowej. Z racji tego, że była ona przygotowana pod silnik rakiety TRSOV-1A, nie mieściła się ona do mniejszego korpusu silnika PST-1. Rozdrobniłem więc ją na kilka mniejszych fragmentów. Całej masy było około 45 g, więc dużo (tyle samo siedziało w meteorku w październiku, więc spodziewałem się że zadziała jak należy). Doszły niestety powierzchnie boczne wszystkich fragmentów, przez co stało się to, co się stało – silnik wybuchł.
Straty wbrew pozorom nie są jakieś szczególnie duże. Trzy dolne rury od wyrzutni trafiły na złom i zostaną wymieniona na nowe. Obręcze wyrzutni są ok. Podobnie cała góra rakiety – korpus elektroniki oraz głowica i jej łącznik są w porządku. Połamał się jedynie kosz elektroniki (który już wymieniłem na nowy) oraz oberwało się trochę Arecorderowi. Nie przeżył również pakiet Li-Po od Arecordera. Natomiast kamera i eksperymentalny GPS są w porządku. W idealnym stanie jest również dysza silnika – zostanie użyta podczas lotu bliźniaczej konstrukcji w najbliższą niedzielę. W zasadzie można powiedzieć, że zniszczył się jedynie dół rakiety i dół wyrzutni.
Deflektor się ładnie wgiął – nawet lepiej

choć też mu się trochę oberwało, gdyż oberwał dyszą rakiety (!).
Poniżej fotki Jaskiniowca (jeszcze raz dzięki Andrzej, świetne zdjęcia!!!)
To nie koniec tej rakiety – już powstaje bliźniacza PST-2 oraz wzorowana na PST-1 rakieta przeznaczona specjalnie dla potrzeb testowania układu ICS, który opisywał na forum Dawid Pieper. Lot rakiety Dawida już w najbliższą niedzielę, natomiast PST-2 spróbuje wspiąć się na zakładany pułap najpewniej w czerwcu – choć jest szansa jeszcze na maj.
Dobra informacja jest taka, że już są w drodze do nas niezawodne układy GPS TeleMega i TeleMetrum z USA. Tak więc koniec z gubieniem rakiet

.
Pozdrowienia,
Damian