Cześć,
Po krótkiej wakacyjnej przerwie powróciłem do pracy nad rakietami.
Skiba pisze:U mnie też był taki osad. Ale to tylko wyłącznie jak pod rakietę nie podłożyłem deflektora z kątownika (czyli tył silnika dotykał ziemi) albo gdy odpalałem z lontu. Ale widzę że u ciebie to pierwsze raczej odpada. "Bezpieczna" odległość od podstawy została zachowana. Więc pewnie lont.
A erozja? Może to przez masę rakiety rosy trochę wyerodowały. Większa masa, tym samym siła silników ale ciąg jakby nie patrzeć ten sam. Moja hipoteza jest następująca: jakby te trzy rosy wsadzić do rakiety o masie startowej o masie 700 g erozja będzie znikoma (Wiem, ciężko zrobić rakietę o masie bez silników 280g). Po prostu stosunek masy do mocy jest zachowany ze sporym marginesem. U Ciebie masa jest na pewno wyższa, więc rosy musiały się trochę bardziej "wysilić"- no i erozja gotowa

.
Nie zgodzę się. Silnik po wsadzeniu w 12kg imadło nie ma nalotu, a to tak samo jakby siedział w 12kg rakiecie. Masa rakiety nie ma nic wspólnego z ciągiem silnika i erozją dysz.
Dzisiaj mając trochę czasu postanowiłem zgłębić fakt, który zastanawiał mnie od ostatniego lotu Sky One. Podczas drugiego lotu miałem wrażenie, że rakieta poleciała wyżej, a podczas lotu coś z niej odpadło. Mimo że nie mam filmu z ziemi, to po zdjęciach wnioskuję iż jest to kawałek bloku paliwa, który dopalał się w powietrzu. Wzrosła powierzchnia spalania, silnik musiał się przez chwilę udławić no i wzrosło ciśnienie. O mały włos doszłoby do CATO. Widać to tutaj:
1) odłamek paliwa w drugim locie - ten jasny punkt w połowie smugi:
2) Jeden z silników po drugim locie:
Zdjęcia nie są najlepsze, ale widać, że uszczelka o mało co nie wypadła z zacisku. ROS był wiercony do 4,5mm. Nie wiem, czy mogłem naruszyć strukturę paliwa wiertłem, czy też po prostu trafił się gorszy silnik.
To tyle jeśli chodzi o zaspokojenie mojej ciekawości
Jako że ostro przywęgliło mi wręgę zamykającą, postanowiłem ją oszlifować i pomalować podkładem w sprayu:
Pomalowałem także korpus rakiety. W czwartek dokleję naklejki.
Pzdr,
Damian